Jak można sprawić by frekwencja wyborcza była większa?

Wszystko na temat badan, ankiet, testów, sond i próśb z nimi związanymi.
Awatar użytkownika
Guido
wyjadacz
wyjadacz
Posty: 922
Rejestracja: 29.01.2012 00:55:45

Jak można sprawić by frekwencja wyborcza była większa?

Postautor: Guido » 20.01.2016 12:17:07

Nie jestem ani politologiem, ani znawcą polityki, jedynie studentem psychologii, dlatego pomoc osób, które w tym temacie poruszają się znacznie swobodniej będzie dla mnie wielką pomocą.

Piszę pracę na temat frekwencji wyborczej. O tym co trzeba zmienić wiem, (i jeśli jesteście zainteresowani możecie o tym przeczytać tutaj), zastanawiam się tylko jak można by było to zmienić? Już pomijam wątek, że dla niektórych niska frekwencja jest na rękę i mogliby się pytać "a po co w ogóle to zmieniać"? Bo to temat na zupełnie inną dyskusję :P Z góry dzięki za pomysły :)

Awatar użytkownika
shane82
supernowa
supernowa
Posty: 6036
Rejestracja: 03.11.2011 00:05:51
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Postautor: shane82 » 20.01.2016 13:52:30

Gdyby wybory mogły cokolwiek zmienić to już dawno zostałyby zakazane przez władzę :lol:
"Demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują, co zjeść na obiad. Wolność jest wtedy, gdy uzbrojona po zęby owca może się bronić przed demokratycznie podjętą decyzją." Beniamin Franklin
V1, Rotate, V2, positive climb, gear up

Awatar użytkownika
Guido
wyjadacz
wyjadacz
Posty: 922
Rejestracja: 29.01.2012 00:55:45

Postautor: Guido » 20.01.2016 15:02:14

Wyobraźmy sobie na moment, że żyjemy w kraju w którym demokracja jest realnym zjawiskiem xd

Awatar użytkownika
shane82
supernowa
supernowa
Posty: 6036
Rejestracja: 03.11.2011 00:05:51
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Postautor: shane82 » 20.01.2016 15:44:35

Jeżeli ludzie chodzą na wybory i bez względu na wyniki nic się nie zmienia to przestają chodzić. Politycy walą w większości ogólnikami damy, zmienimy zrobimy ale mało kto mówi konkretnie jak to będzie jeden z powodów.
"Demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują, co zjeść na obiad. Wolność jest wtedy, gdy uzbrojona po zęby owca może się bronić przed demokratycznie podjętą decyzją." Beniamin Franklin
V1, Rotate, V2, positive climb, gear up

Awatar użytkownika
żmij
puer aeternus
puer aeternus
Posty: 11502
Rejestracja: 03.07.2004 17:16:13
Lokalizacja: Thorn
Kontakt:

Postautor: żmij » 20.01.2016 16:12:39

Problem polega na tym, że ludzie w Polsce w ogóle mało się garną, jak to kiedyś stwierdziłem. Spora część jest mało aktywni, siedzi w domach przed tv itd. W temacie o czytelnictwie wrzuciłem link do audycji z Agatą Diduszko-Zyglewską, która wysuwa dość odważną tezę na temat związku niskiej frekwencji z niskim poziomem czytelnictwa - czy szerzej, uczestnictwa w kulturze. Jestem skłonny się z tym zgodzić.
Nie jestem w stanie podać ci czegoś konkretnego niestety, ale jeżeli uznasz ten trop za słuszny, to możesz zajrzeć do badań Tomasza Szlendaka. No ale on tam się tylko udziałem w kulturze zajmował. To Diduszko-Zyglewska wyciąga wniosek, że skoro jakaś połowa Polaków nie rusza się z domu nawet na darmowe wydarzenia o tak egalitarnym charakterze, że ciężko wyobrazić sobie coś bardziej egalitarnego (festyny itp.), to siłą rzeczy nie ruszają się też na wybory.

Działać trzeba by przede wszystkim na polu edukacji - i tej formalnej, i tej pozaformalnej. No i jeszcze media - bardziej rzeczowy, merytoryczny przekaz na temat programów partii, jakieś sensowne zapoznanie odbiorców z ordynacją, z tym jak to wszystko działa (zamiast spotów, które mówią, że na wybory trzeba chodzić, ale w sumie nie dają żadnej konkretnej wiedzy).

No ale ja też nie jestem politologiem. :P

Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
gejlord
gejlord
Posty: 12002
Rejestracja: 11.10.2011 23:24:08
Lokalizacja: Lublin

Postautor: uzytkownik_konta » 20.01.2016 16:27:40

Nie, nie. Napisz to co właśnie zostało wypowiedziane przez naszą wyrocznię:
shane82 pisze:Gdyby wybory mogły cokolwiek zmienić to już dawno zostałyby zakazane przez władzę :lol:


A tak naprawdę, to odpowiedzią - chyba niezbyt satysfakcjonującą - może być tylko edukacja. I nie mówię tylko o uczeniu ludzi (naprawdę, a nie o ukrywaniu bezczynności pod fasadą WOSu) od małego, jak duże znaczenie mają wybory. Nie tylko na lekcjach, i nie tylko w szkołach: chciałbym zwrócić uwagę na olbrzymią rolę samorządów szkolnych, które mogłyby ukazywać w praktyce działanie demokracji i wpływ głosowań na życie głosujących - ale do tego by potrzebowały pieniędzy. Takie projekty, dotyczące przyznawania pewnej rocznej puli każdemu z nich - niewielkiej oczywiście - się pojawiały, ale żadne rozwiązania systemowe nie weszły w życie. Po drugie, w edukowaniu młodych ludzi poprzez takie inicjatywy jak młodzieżowe rady miast - ale one również muszą mieć budżet oraz przynajmniej namiastkę mocy prawodawczej.
Co więcej, konieczne jest położenie większego nacisku na samorządność, która pozwala pokazać skalę oddziaływania procedur demokratycznych poprzez pryzmat spraw bliższych obywatelowi, decydowanych bliżej - często za pośrednictwem jego znajomych - i bezpośrednio go dotyczących.
Powyższe pozwoliłoby być może trochę przesunąć środek ciężkości, jeżeli chodzi o to subiektywne prawdopodobieństwo osiągnięcia celu, na które uwagę zwraca autor przytoczonego opracowania, a o czym - w rzeczy samej - świadczą dane o frekwencji. Przy tym trzeba zauważyć, że nieraz popularne przekonania o roli posła na sejm, prezydenta, MEPa czy radnego bardzo dalece odbiegają od rzeczywistego wpływu na życie wyborcy. Najbardziej znanym przykładem jest to słynne 80% obowiązującego w Polsce prawa stanowionego przez instytucje unijne wobec 20% frekwencji - tylko tutaj nie popadajmy w pułapkę, bo wbrew pozorom PE niewiele ma w sobie tych funkcji prawodawczych :P
Innym czynnikiem wskazywanym w opracowaniu jest zainteresowanie polityką, i zasadniczo liczę na to, że za świadomością istotności polityki pójdzie także wzrost zainteresowanie. Inna sprawa, że trudno powiedzieć co tutaj jest zmienną zależną, a co niezależną.
Wydaje mi się, że świadomość o możliwości dużej zmiany w wyniku wyborów jest mocno subiektywna, i również wiąże się z powyższym. W mojej ocenie, zmiany - większe lub mniejsze, jednak zwykle dla jakiejś grupy w jakimś momencie (potencjalnie) istotne - faktycznie zachodzą, i to w niezrozumieniu związku przyczynowego tkwi po części problem małej frekwencji - innymi słowy, wielu wyborcom umyka związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy krzyżykiem na karcie, a tym że np. dwa lata później jego zarobki wzrastają o 3%. Może nie jest to też wystarczająco duża zmiana? W pewnym sensie żyjemy w czasach i w miejscu, w których nie zdarzają się już wielkie rewolucje, a zmiany następują powoli. Jednak w pewnym sensie liczę na to, że ostatnie wydarzenia unaocznią wielu osobom, że nawet duże zmiany są możliwe. Problem może zaistnieć z tym, ażeby były to zmiany pozytywne.

I tak, sądzę że kwestia systemu wyborczego jest problematyczna. Zwłaszcza w przypadku sejmu, stajemy przed problemem tego, ażeby system był w potocznym rozumieniu sprawiedliwy, a jednocześnie aby cechował się sprawnością działania. W przypadku głosowania na listy partyjne, najbardziej tradycyjnym systemem kładącym nacisk na pierwszą wartość jest system ściśle proporcjonalny, a na drugą - większościowy. Jednocześnie, zastosowanie istotnego dla sprawności działania legislatywy progu wyborczego przy stałej liczebności izby implikuje konieczność zastosowania podziału miejsc odbiegającego od podziału proporcjonalnego do odsetka głosów. A to u wyborcy może wywoływać pewien bunt. Wreszcie, metoda D'Hondta jest jednak trochę skomplikowana, a wyniki jej zastosowania wprawiają niektórych w osłupienie :P

Dodatkowo, Polska nie dorobiła się nigdy systemu głosowania internetowego / szerzej stosowanego systemu głosowania korespondencyjnego, i nie wiem czy wprowadzenie go jest do końca możliwe. Ale to by rozwiązało parę problemów wskazywanych przez respondentów w badaniu przytoczonym w pracy.

To jest ogólny zarys, dość fragmentaryczny, ale nie czuję się kompetentny do projektowania jakichś szczegółowych mechanizmów.

Niektórzy postulują też rozwiązania a'la Szwajcaria, w rodzaju regularnych referendów, i tym sposobem angażowania obywateli w demokrację bezpośrednią. Pytanie, czy u nas - bez tradycji takich rozwiązań - to by się sprawdziło, czy może takie referenda wyglądałyby bardziej jak to ostatnie.
shane82 pisze:Jeżeli ludzie chodzą na wybory i bez względu na wyniki nic się nie zmienia to przestają chodzić. Politycy walą w większości ogólnikami damy, zmienimy zrobimy ale mało kto mówi konkretnie jak to będzie jeden z powodów.

Niektórzy politycy mówią, jak. Ale nikt nie czyta tych ksiąg po 600 stron.

Awatar użytkownika
Horticulturist
wyjadacz
wyjadacz
Posty: 1017
Rejestracja: 03.01.2016 04:19:31
Lokalizacja: Gan Eden

Postautor: Horticulturist » 20.01.2016 17:29:53

Odpowiedź nie na serio się pewnie nie liczy: wymienić Polaków na jakąś zdyscyplinowaną azjatycką nację.

Bo wykaz frekwencji wyborczych w Polsce pokazuje, że nawet po upadku komuny i zdobyciu upragnionej "wolonści" frekwencje były śmieszne. A teraz pomimo edukacji i wbijania do łbów wiadomości, wskaźniki wcale nie dają znaku poprawy. A tak gdyby Polskę zapełnić skośnookimi, wzrosłaby jakość i kandydujących i wyborców.
Cuddling is great Obrazek is better

Awatar użytkownika
Guido
wyjadacz
wyjadacz
Posty: 922
Rejestracja: 29.01.2012 00:55:45

Postautor: Guido » 20.01.2016 17:40:04

To bardzo wartościowa wypowiedź UK, dzięki.

Zastanawiałem się nad tym, że do urn w głównej mierze idą wyborcy prawicowi, bo lewicowi albo nie odnajdują w kandydatach odbicia własnych poglądów, albo nie wierzą, że ich opcja wygra ("Bo na pewno wejdzie PiS"). To są właściwie dwa odmienne problemy. Mała różnorodność kandydatów i przekonanie o przegranej sprawie. O tym drugim już wspominał UK w poście wyżej, ale co można zrobić by była bardziej z czego wybierać? Pamiętam debatę prezydencką w której jeden z kandydatów zwrócił uwagę na ich zgodność i że widziałby pozostałych kandydatów w swojej radzie :d Na siłę zwiększać ilość kandydatów? Ustruktalizować ich kampanie i informacje przez nich udostępniane tak by o każdym było wiadomo tyle samo i to samo?

Awatar użytkownika
Hawken
gwiazda północy
gwiazda północy
Posty: 4449
Rejestracja: 05.08.2011 18:03:11
Lokalizacja: Syrenowo nad Wyschłą

Postautor: Hawken » 20.01.2016 19:02:22

A skąd by się u nas miałaby wziąć się tradycja uczestnictwa?

Proszę popatrzeć na historię i strukturę naszego społeczeństwa na przestrzeni minionych kilkuset (500-600) lat. Przytłaczająca większość wykluczona, a spośród garstki uprzywilejowanych w jakikolwiek sposób angażowała się grupa w skali kraju licząca jeden lub dwa tysiące osób; wyjątkowo, co kilkanaście, kilkadziesiąt lat - więcej, w krótkim przedsięwzięciu typu: elekcja, konfederacja. Nawyki (tradycje zachowań) społecznych budują się i utrwalają w długiej perspektywie.
Kim jesteście - byłem,
Kim jestem - będziecie. :twisted:

Awatar użytkownika
Guido
wyjadacz
wyjadacz
Posty: 922
Rejestracja: 29.01.2012 00:55:45

Postautor: Guido » 20.01.2016 19:06:00

Gdyby takowa istniała, analogicznie, np. do obchodzenia Bożego Narodzenia, to by było super. Ale nie ma. Ale to dobra wskazówka: jak powstają tradycje?

Awatar użytkownika
Hawken
gwiazda północy
gwiazda północy
Posty: 4449
Rejestracja: 05.08.2011 18:03:11
Lokalizacja: Syrenowo nad Wyschłą

Postautor: Hawken » 20.01.2016 19:09:52

Z utrwalonych dostatecznie długo zachowań ludzi w grupie. Dzieje się tak, kiedy te zachowania są dla danej społeczności ważne, czyli w najszerszym tego słowa znaczeniu opłacalne.
Kim jesteście - byłem,

Kim jestem - będziecie. :twisted:

Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
gejlord
gejlord
Posty: 12002
Rejestracja: 11.10.2011 23:24:08
Lokalizacja: Lublin

Postautor: uzytkownik_konta » 20.01.2016 21:39:05

Guido pisze:To są właściwie dwa odmienne problemy. Mała różnorodność kandydatów i przekonanie o przegranej sprawie. O tym drugim już wspominał UK w poście wyżej, ale co można zrobić by była bardziej z czego wybierać? Pamiętam debatę prezydencką w której jeden z kandydatów zwrócił uwagę na ich zgodność i że widziałby pozostałych kandydatów w swojej radzie :d Na siłę zwiększać ilość kandydatów? Ustruktalizować ich kampanie i informacje przez nich udostępniane tak by o każdym było wiadomo tyle samo i to samo?

Co zrobić, aby było z czego wybierać? Cholera, nie wiem... W zasadzie wątpię, ażeby takie ustrukturalizowanie było możliwe - tzn. w toku kampanii zawsze i tak każdy będzie mówił o czym innym, i nie można mu temu zabronić, gdyż byłby to właśnie zamach na demokrację; a przy dzisiejszym stanie szczątkowa informacja którą podał pozostanie równie niezauważona jak ta:

Obrazek

Obawiam się, że taka forma to jedyne na co możemy się zdobyć.

Fakt faktem, że nasza scena polityczna jest przesunięta w prawo - wynika to z naszej historii i kultury. To pierwszy problem, dotyczący jednak tylko pewnej grupy społecznej. Drugi problem to pokłosie historii - brak etosu polityki i polityków, zaangażowanie publiczne rozumiane jako kompromitacja, brak emocjonalnego przywiązania do polityków i przeświadczenia (jak to często zdarza się w USA, czy innych demokracjach o większej tradycji i mniej traumatycznych przeżyciach) że realizują oni interesy konkretnego wyborcy. Problem polega na tym, że nie zrobimy ludziom prania mózgu, żeby nagle nabyli cechy, których nigdy nie mieli. Chyba jedynym wyjściem jest przeczekanie połączone z edukacją o jakiej wcześniej pisałem. O ile pokolenia wychowane przed 1989 rokiem nie przekażą pokoleniom późniejszym swoich skrzywionych komunizmem poglądów na zaangażowanie polityczne, o tyle możemy liczyć że wraz z wymianą pokoleniową - jeżeli nie spieprzymy wychowania obywatelskiego - problem rozwiąże się niejako samoistnie. Możliwe też, że wraz z wymianą pokoleniową na samej scenie politycznej, stosunek obywatela do klasy politycznej ulegnie zmianie.


Ale wcześniej zapomniałem o jeszcze dwóch rzeczach!
Po pierwsze, w Polsce jest jakiś odsetek ludzi, którzy nasłuchali się że wybory są fałszowane, a w kraju nie ma żadnej demokracji. Mam mówić dalej...? :P To jest jeden z powodów, dla których PiS często znajdował się w ogniu krytyki nie tylko dlatego, że to bzdury, ale też dlatego że to bzdury wyjątkowe pod względem nieodpowiedzialnego napierdalania w wyjątkowo newralgiczny i delikatny obszar obywatelskiej partycypacji. Zaraz powiecie, że jestem hipokrytą, ale w Polsce jednak istnieje pewna tradycja, zgodnie z którą co 4 do 8 lat inna grupa krzyczy, że nie ma demokracji, oraz że wybory to jedna wielka wydmuszka. Nie licząc JKM, który krzyczy tak cały czas. To jest na swój sposób destrukcyjne.
Po drugie, zdecydowanie moim ulubionym sposobem na rozwiązanie problemu niskiej frekwencji jest rozwiązanie siłowe, funkcjonujące w paru państwach Europy, i nie tylko - czyli przymus głosowania. Ponoć Polaków trzeba za mordę trzymać, więc może najlepszym sposobem jest zmuszenie ich do decydowania o swoich własnych losach :P

seven_days

Postautor: seven_days » 20.01.2016 22:24:46

tak patrzê na t± listê.. widze kukiz.. wykszta³cenie ¶rednie, my¶lê, trochê odstaje od reszty yntelygentów.. a¿ zauwa¿am, ¿e osobnik niewiele wy¿ej tylko podstawowe i na dodatek bezrobotny! Z tego to dopiero by³by prezydent! :-D

My¶lê, ¿e jak kto¶ ogl±da³ Ranczo, to znajdzie wyt³umaczenie, czemu frekwencja jest jaka jest. Nie do koñca tylko wiem, czy serialowy sposób na jej zwiêkszenie odniós³by skutek w rzeczywisto¶ci.

Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
gejlord
gejlord
Posty: 12002
Rejestracja: 11.10.2011 23:24:08
Lokalizacja: Lublin

Postautor: uzytkownik_konta » 20.01.2016 22:50:29

Przy takich afiszach ze znajomymi z Kowalskiego się już dwa razy śmialiśmy. Raz przy tym - wyższe historyczne, wyższe filozoficzne, wyższe prawnicze, PODSTAWOWE - a innym razem przy okazji wyborów na prezydenta miasta - doktor, profesor, doktor, profesor doktor, PODSTAWOWE :P


Wróć do „1.4. Ankiety, badania, sondy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość