Suburbanizacja, albo cichy domek pod lasem

Wszelkie dyskusje światopoglądowe, jak topnienie lodowców wpływa na dietę w San Escobar.
Awatar użytkownika
vanilla_riba_boi
gejlord
gejlord
Posty: 7427
Rejestracja: 23.02.2010 02:38:11
Lokalizacja: Pawilon Emilia

Suburbanizacja, albo cichy domek pod lasem

Postautor: vanilla_riba_boi » 28.02.2014 18:43:56

Wydzielone z topiku Łódź (Hebius 2014.03.03)

Nathi pisze:Skoro Łódź się wyludnia nie jest tak fajna ^^ na pocieszenie dodam, że na mojej wsi powstają nowe domy :p ludzie z miast uciekają :] albo emigruja.

Kłopotliwe zjawisko.

Awatar użytkownika
Sevorane
jutrzenka
jutrzenka
Posty: 3588
Rejestracja: 12.04.2012 18:46:04

Postautor: Sevorane » 01.03.2014 07:57:52

Moda, przejściowa zresztą.
Choć ja też chciałbym mieszkać pod miastem.
"Człowiek nie jest stworzony do klęski.(...) Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać." E. Hemingway

Awatar użytkownika
regysky
Administrator
Administrator
Posty: 16264
Rejestracja: 26.05.2006 11:05:47
Lokalizacja: Kraków Główny Osobowy

Postautor: regysky » 01.03.2014 11:35:50

Serio? Mógłbym mieszkać pod miastem, ale pod warunkiem, że będę miał 500 m do stacji SKM, którą dojadę do centrum w porównywalnym czasie, jak z osiedli, a w domku spotkam sevorane wyczekującego ze smakowitą kolacją ;-) . Wieliczka np. byłaby w porządku. Ale... czy mieszkanie pod miastem ma swoje uroki? Przeprowadziłem takie symulacje po genialnych uwagach jednego z forumowiczów sugerującego, że skoro mieszkania w Krakowie drogie, to można mieszkać gdzie indziej. Domek pod miastem pasuje mi do rodziny (z dzieckiem), gdy po dniu pracy wszyscy zjeżdżają się na wieczór do spokojnego domostwa i do rana z niego już nie wysuną nosa (wróciwszy po 18 z centrum już nie ma co liczyć na ponowny wypad do miasta), do abstynenta, który marzy o powrocie do domu i utopieniu się w kanapie tudzież ramionach swego lubego (osoba imprezująca cierpieć będzie płacąc za taksówki lub szlajając się do 5 nad ranem w wyczekiwaniu na poranny autobus), do majsterkowicza, któremu niestraszne nieustanne dbanie o stan budynku (utrzymanie domu wymaga więcej zachodu niż mieszkania w bloku). To raczej nie ja i choć wszystkie te wizje są pociągające, to podejrzewam że w realizacji wykryjemy wiele praktycznych minusów.

I to, o czym wspomniał vrb - urban spawl jest bardzo niekorzystny z punktu widzenia urbanistyki. W niektórych podkrakowskich miejscowościach, które się rozbudowały, są ogromne problemy z dostawą mediów (np. nie ma wody), drastycznie wzrastają koszty infrastruktury (kanalizacja, gaz) i generowany jest przede wszystkim ogromny problem transportu (w oparciu o samochód - komunikacja miejska jest mało efektywna w takich obszarach). A poza tym osiedla te powstają bez infrastruktury (chociaż brak żłobków w pobliżu to akurat w naszym przypadku nie problem).
Polish priest blessing “an important road” in the Radom county. Dąbrówka Połężna, 2012.

Awatar użytkownika
Sevorane
jutrzenka
jutrzenka
Posty: 3588
Rejestracja: 12.04.2012 18:46:04

Postautor: Sevorane » 01.03.2014 12:04:15

Z kolacją byłby problem - moje zdolności kulinarne są na poziomie mniej niż przeciętnym :P

Wszystko co piszesz to prawda, ale przecież nie ma rzeczy nie do przeskoczenia. Idziesz na najebkę? Można przenocować u znajomych. Zakupy i wypady - w dobie, kiedy więcej jest samochodów nie jest to żadnym problemem, nie każde wyjście na zakupy musi kończyć się drinkiem czy piwem. O mieszkanie też trzeba dbać, odśnieżanie i koszenie - forma aktywności (tym bardziej, że są przecież odśnieżarki spalinowe czy elektryczne). Z drugiej strony masz pewną swobodę, możliwość posiedzenia wieczorem w ogródku, otwierając drzwi nie natykasz się cały czas na sąsiada (zakładam, że jest to dom na jakiejś sensownej działce, a nie budynek postawiony 5 metrów od kolejnego), jest jednak trochę ciszej itp. Kwestia co kto lubi, każdy znajdzie plusy dodatnie i plusy ujemne mieszkania pod miastem.
"Człowiek nie jest stworzony do klęski.(...) Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać." E. Hemingway

senso

Postautor: senso » 01.03.2014 12:24:24

Mieszkanie pod miastem, w przypadku normalnej etatowej pracy, z dwójką dzieci, to koszmar. Każdy kto doświadczył przeklina. Dwa auta to często po prostu minimum. Ciągle kogoś gdzieś trzeba podwozić (szkoła, zajęcia dodatkowe, znajomi itp.). Koszty transportu rosną. Komunikacja podmiejska, a nawet miejska w nocy w Polsce to żart. Ja praktycznie nie korzystam, bo nie ma na to szans, a interesujące mnie linie często kończą kursowanie o 22:30 - 23:00, a potem mam nocną, co godzinę (jak nie wypadnie z kursu, co się często zdarza), czyli nie mam tak naprawdę wyporu - zostaje taksówka. Gimnastykuję się chcąc wrócić nieco później, nawet o wczesnej 00:00 idąc choćby tylko na późniejszy seans filmowy, czy jedno piwo.

Przenocowanie u znajomych jest kiepskim i niepraktycznym rozwiązaniem, bo ludzie często spotykają się w tygodniu. Poza tym to trochę niekomfortowe, żeby idąc na plotki do knajpy na dwie godziny musiał zabierać ze sobą bieliznę (zakładając nawet, że śpię ze znajomymi nago w jednym łóżku ;) to rano coś założyć muszę ), szczoteczkę i drugi komplet ubrania.

Domek pod miastem - super sprawa, ale dla bezdzietnych osób, które mają wolny zawód lub zarabiają w sposób niewymagający codziennej obecności w firmie (np. w wielu korporacjach tak można) - szerokie pojęcie pracy na odległość.

Awatar użytkownika
regysky
Administrator
Administrator
Posty: 16264
Rejestracja: 26.05.2006 11:05:47
Lokalizacja: Kraków Główny Osobowy

Postautor: regysky » 01.03.2014 13:04:36

A tak, u mnie w pracy podstawowy problem do dyskusji to dowożenie dzieci do żłobków, przedszkoli i tworzenie grafiku, kto w dany dzień dziecko ze szkoły odbierze. Jeszcze gorzej jest z przedszkolem, których jest niedobór i często jeździ się z potworem nie do najbliższego, tylko do tego, w którym akurat udało się znaleźć miejsce. Podejrzewam, że mając wolny zawód zabarykadowałbym się na amen w tym domu. I jeszcze dochodzi potrzeba posiadania samochodu. Bleee.

Byłem kiedyś w ramach wymiany uczniowskiej we Francji. Rodzina 4 osobowa + 2 psy + 2 koty, mieszkająca na zadupiu. Dzień wyglądał tak:
6.00 - pobudka, śniadanie, wiadomości przed telewizorem
7.00 - wyjazd do szkoły/pracy, odwożenie dziecka do szkoły
7.00 - 18.00 rodzina w rozjazdach.
18.00 - powrót do domu (wtedy dopiero otwierali okiennice, do tego czasu dom zamknięty na cztery spusty)
18.00 - 21.00 jakaś wspólna krzątanina

W domu dwa samochody plus skuter dla syna.


Sevorane pisze:Z kolacją byłby problem - moje zdolności kulinarne są na poziomie mniej niż przeciętnym

Pomarlibyśmy z głodu. :-) Wystarczy mi wizja sevorane dzierżącego w silnej dłoni kosiarkę i maszerującego tam i nazad w sobotni poranek. Ogródek też pobudza fantazję. I niekoniecznie taką:

Obrazek

Osoby, które jednak dostąpiły dobrodziejstw mieszkania w domu, zwykle krzywią się na te sielskie wizje. Ogródek to praca (przykry obowiązek), reperowanie domu to udręka. :?
Polish priest blessing “an important road” in the Radom county. Dąbrówka Połężna, 2012.

Awatar użytkownika
kaylan
starszy gejowy
starszy gejowy
Posty: 3289
Rejestracja: 29.10.2013 22:43:39
Lokalizacja: Krk

Postautor: kaylan » 01.03.2014 13:39:50

Nie wiem czy nie przesadzacie, zawsze można jakiegoś lokalnego żulika, emeryta czy serwis ogrodniczy raz na 2 tygodnie wynająć, to nie są duże koszty, Mieszkanie pod miastem ma 2 ogromne zalety łatwiej(co ważniejsze znacznie taniej) o duży metraż(domek z 200 m to normalne, mieszkania mają zwykle 60) na którym każdy ma swój pokój można mieć spokojnie salon, jadalnie, bibliotekę pokój do ćwiczeń pokój bilardowy co kto lubi, I jest ogród w którym można w ładną pogodę czytać książki, grilować imprezować czy ogólnie odpoczywać bliżej natury.

Ogromnym minusem który ja widzę obecnie jest transport podmiejski w Polsce, we Francji we Włoszech czy Belgii miałem okazję być w domkach jednorodzinnych z przyzwoitym ogrodem, zlokalizowanych blisko stacji kolejki podmiejskiej płynnie przechodzącej w metro lub dobrej sieci autobusów(dość skuteczna sieć komunikacji publicznej pomaga zmniejszyć korki i zanieczyszczenie powietrza wiec miasto o nią dba).
Co więcej mieszkając w Krakowie, znam kilka osób które do firmy dojeżdżają z osiedla na drugim końcu miasta(dla mnie dość niedorzeczne, ale być może wynika ze specyfiki rynku mieszkaniowego) mieszkając pod miastem z właściwej strony nie stracili by wiele dodatkowego czasu na dojazdy.

Awatar użytkownika
mpp
Moderator
Moderator
Posty: 3220
Rejestracja: 18.01.2012 10:50:46
Lokalizacja: Szyb św. Barbara

Postautor: mpp » 01.03.2014 16:07:38

Domek na przedmieściu o powierzchni 200 m kw. ma istotną wadę w stosunku do mieszkania w mieście o powierzchni 60 m kw. Trzeba to wszystko posprzątać i utrzymać. Jeśli się mieszka w pojedynkę albo tylko z facetem, to już samo mycie okien staje się koszmarem. A nie każdy chce zatrudnić u siebie sprzątaczko-kucharko-gosposię, która mu ogarnie - ja na przykład nie zniósłbym, jakby mi jakiś obcy chłop albo baba panoszyli się po mieszkaniu, prali mi majtki i układali ciuchy w szafce.

Prócz kwestii komunikacyjnych jest jeszcze utrudniony dostęp w zasadzie do wszystkiego. Jeśli ktoś przeprowadza się na wiochę, do miejscowości, gdzie ludzie mieszkają już od lat, może liczyć chociażby na obecność sklepu. Ale większość domów budowanych pod miastem obecnie, to kompletny wygwizdów, gdzie nie ma nic. Jak zapomnisz mąki, musisz wsiąść w samochód i zapychać X kilometrów do najbliższego marketu. To oczywiście jeśli masz szczęście i do Twojej miejscowości nie sprowadziło się jeszcze milion innych osób, bo wtedy niestety pozostaje odstać swoje w korku.

Poza tym (co jest zresztą naturalne), wszyscy patrzymy tylko na czubek własnego nosa i zastanawiamy się, jak rozwiązać problemy Kowalskiego mieszkającego na osiedlu pod miastem. Dla Kowalskiego są pewne niezaprzeczalne zalety (ogródek, grillowanie, większa przestrzeń), ale także wady (wszędzie daleko). Tymczasem patrząc z perspektywy gminy (a zatem i społeczności lokalnej) rozlewanie się miast to bardzo niekorzystne zjawisko, o którym niestety nie myślą radni uchwalając MPZP ani urzędnicy wydając decyzje o warunkach zabudowy dla nowych osiedli domków w sielskiej i anielskiej okolicy (która za chwilę przestanie być sielska, jak zwali się tam dwa tysiące nowych rodzin).

Efekt jest na przykład taki, że w pobliżu nie ma utwardzonej drogi - budowa drogi to zadanie gminy, ale gmina nie ma pieniędzy. A poza tym budowa drogi to nie takie hop-siup. Najpierw trzeba pozyskać nieruchomości i ustalić stan prawny posiadanych już przez gminę działek, a dopiero potem można zacząć proces inwestycyjny. W międzyczasie mieszkańcy niestety będą grzęznąć w błocie i korkach. Przykładem jest chociażby warszawska Białołęka, która rozbudowuje się w sposób niekontrolowany. Powstają nowe kępki domów, wprowadzają się nowi mieszkańcy z nowymi samochodami, którzy zapychają jeszcze bardziej i tak już zakorkowane drogi w dzielnicy. A poszerzenie ich nie jest już możliwe, bo stoją przecież wzdłuż domy. W takim przypadku posiadanie samochodu niestety nie rozwiązuje problemu, że wszędzie jest daleko. Komunikacja miejska na takich obszarach będzie oczywiście szczątkowa i również będzie grzęzła w tych samych korkach, co samochody - mieszkańcy podmiejskich osiedli mogą liczyć jedynie na autobus. Tramwaj jest przy słabej gęstości zaludnienia i niskiej częstotliwości kursowania nieekonomiczny, a już tym bardziej linia kolejowa. Tymczasem za lat czterdzieści komunikacja miejska będzie tam dużo bardziej potrzebna, niż teraz - kiedy osiedla się zestarzeją i dzisiejsi trzydziestolatkowie, zbyt mało już sprawni, żeby prowadzić auto, będą musieli dostać się do lekarza 20, czy 30 km dalej. Pozostanie mieć nadzieję, że dzieci się zlitują i przyjadą zawieźć mamę, czy tatę do doktora. Sama komunikacja miejska, jeśli będzie, będzie droga w utrzymaniu, bo autobusy z niewielką liczbą pasażerów będą pokonywać duże odległości.

Podobnie jest z instalacją wod-kan. Zbiorowe zaopatrzenie w wodę i zbiorowe odprowadzanie ścieków jest zadaniem gminy, która ma obowiązek doprowadzić sieć wod-kan i umożliwić przyłączenie się właścicieli nieruchomości. Tak, wiem, opłata adiacencka. Której nikt nie płaci, bo tak łatwo jej uniknąć.

Oczywiście problem byłby mniejszy, gdyby proces inwestycyjny budowania nowego osiedla zaczynał się od racjonalnego wyboru miejsca inwestycji (w pobliżu linii kolejowej), uzgodnienia z władzami gminy (oraz zarządcą linii kolejowej) projektu w celu odpowiedniego ułożenia układu komunikacyjnego i możliwości zaplanowania tam placówek użyteczności publicznej, jak przychodnie, przedszkola, szkoły, poczta, sklepy, zieleńce itp. Inwestor musiałby partycypować w kosztach budowy niezbędnej infrastruktury (bo dlaczego na budowę osiedla mają się zrzucać mieszkańcy innych części gminy), a ona sama musiałaby powstawać równolegle z osiedlem tak, żeby mieszkańcy po wprowadzeniu się mogli od razu dojechać do miasta pociągiem, wyskoczyć za róg po mąkę, a dziecko wysłać do szkoły po drugiej stronie ulicy.

Kiedy było budowane na przykład moje osiedle (jedno z większych w Chorzowie, powstawało w latach 60 i 70), zaplanowane zostało wszystko - trzy przedszkola, dwie szkoły podstawowe, pawilony handlowe, dwie przychodnie, urząd pocztowy, centrala telefoniczna (z pulą numerów przewidzianą dla połowy osiedla), dwa parki, place zabaw (jeden plac zabaw na mniej-więcej 150 mieszkań). Przez środek osiedla przeprowadzono linię autobusową, z dwóch stron jest okolone linią tramwajową. Do tego do centrum miasta jest 10 minut na piechotę. Poza tramwajami, które były tu wcześniej, inwestorem wszystkiego była spółdzielnia i wszystkie te miejsca użyteczności publicznej powstawały równolegle do budynków. Teraz taki sposób budowania nowych osiedli to niestety utopia.

Za rozlewanie się miast płacimy wszyscy. Już teraz, chociaż to jest dopiero tykająca bomba. Jeżeli tylko na gminie spoczywa obowiązek budowy niezbędnej osiedlu infrastruktury (a tak jest, niestety), to rozlewanie się miast powoduje drenaż kieszeni wszystkich mieszkańców. Tym bardziej, że do takich osiedli i na nich samych trzeba wybudować znacznie więcej metrów bieżących obiektów liniowych (drogi, magistrale wod-kan, czy ciepłownicze), aniżeli do osiedli położonych blisko centrum i o większej gęstości zaludnienia.

kaylan pisze:Co więcej mieszkając w Krakowie, znam kilka osób które do firmy dojeżdżają z osiedla na drugim końcu miasta(dla mnie dość niedorzeczne, ale być może wynika ze specyfiki rynku mieszkaniowego) mieszkając pod miastem z właściwej strony nie stracili by wiele dodatkowego czasu na dojazdy.

Jeśli Ci Twoi znajomi wynajmują mieszkania, to być może faktycznie jest to nieracjonalne. Ale wyprowadzając się pod miasto, po właściwej stronie, dom musieliby kupić (zbudować). Biorąc pod uwagę, że dzisiaj dość często zmienia się prace, za dwa-trzy lata, kiedy ludzie zdążyliby się już urządzić w nowym gniazdku zmieniliby miejsce pracy i... No właśnie. Domu nie przeniosą ze sobą w nowe miejsce, a przeprowadzka w przypadku posiadania własnego M nie jest taka szybka, jak wtedy, kiedy się wynajmuje. Nie wszyscy mają ten komfort, że mogą w ofertach pracy wybierać i dobrać sobie tę pracę, do której mają najbliżej. A o wyborze miejsca do mieszkania decydują też inne względy, niż bliskość do pracy.
Proszę pospieszyć z przesiadaniem.

Awatar użytkownika
Nathi
Księżniczka
Księżniczka
Posty: 29935
Rejestracja: 12.12.2013 19:37:52
Lokalizacja: Zamek króla.

Postautor: Nathi » 01.03.2014 23:03:37

Ekhm :D Ale narzekacie...
Z mojej wiochy która ma 6 tys. mieszkańców do tabliczki Bydgoszcz jest 5 km. Jest wszystko pod ręką, sklepy ,fryzjerzy, pizzeria,kebaby, hotel, karczma, restauracja, apteki,dentyści, przychodnia , podstawówka, gimnazjum, KOŚCIÓŁ! cmentarz , jakieś zakłady, nawet mini galeria ^^ PKS, linia podmiejska i inne pierdoły. Jedyny ruch przed domem to sąsiad wracający z pracy... las za płotem... miasto blisko do pierwszego marketu w mieście autem to 10 minut. Więc nie jest tak źle.

Mycie okien? Dla chcącego nic trudnego moi rodzice mają akurat duży dom i do mycia jest sporo, ale zawsze ktoś chce sobie dorobić i chętnie umyje okna, nam myję sąsiadka co jakiś czas też robi generalny porządek. Ona zadowolona że dorobi i rodzice też, ze nie muszą sprzątać.

Koszenie trawy, odśnieżanie i inne pierdoły robią dzieci właścicieli domów za miastem w ramach kar ^^ :lol: wiec też da się ogarnąć.

Dojazdy jedynie to koszmar tak jak senso pisał po 23. Każda impreza w mieście musi być do samego rana. Nawet jak nie udana to i tak jesteś uziemiony w mieście i czekasz na 1 dzienny... bo nocnymi prawie nigdzie nie dojedziesz.
Auto to podstawa. Moich rodziców już wkurza moje dzwonienie ciągle po "taxi tato" bo nie mam jak wrócić :D ale to też się da rozwiązać, dostane auto :P

Ja tam bym się na mieszkanie w mieście nie zamienił.

Awatar użytkownika
regysky
Administrator
Administrator
Posty: 16264
Rejestracja: 26.05.2006 11:05:47
Lokalizacja: Kraków Główny Osobowy

Postautor: regysky » 01.03.2014 23:08:52

A to stara wiocha, czy jakieś nowe osiedle domków? Bo w starszych infrastruktura raczej jest lepsza.
Polish priest blessing “an important road” in the Radom county. Dąbrówka Połężna, 2012.

Awatar użytkownika
OPEL-GSI
R.I.P.
R.I.P.
Posty: 21431
Rejestracja: 21.11.2008 19:39:16
Lokalizacja: podobno z miłości

Postautor: OPEL-GSI » 01.03.2014 23:11:56

Mieszkamy niby w mieście a wszędzie w chuj daleko. Zostaje tramwaj lub bus, ewentualnie auto ale parkingi do 3 godzin, ojrok za godzinę.
Monogamista i faszysta.
Dżihad po niemiecku https://www.youtube.com/watch?v=YoHXZYAEBgI

Awatar użytkownika
mpp
Moderator
Moderator
Posty: 3220
Rejestracja: 18.01.2012 10:50:46
Lokalizacja: Szyb św. Barbara

Postautor: mpp » 01.03.2014 23:16:08

Nati, tylko jeśli domy będą u Ciebie wyrastać, jak grzyby po deszczu i Twoja wieś powiększy się dwukrotnie, to niestety nierowerowi mieszkańcy utkną w korku w dojeździe do Bydgoszczy. A gmina będzie na gwałt szukać forsy, żeby do nowych działek doprowadzić wodę, kanalizację, ciepło, drogę.

Poza tym Twoja wieś to wieś gminna, a nie teren, na którym dziesięć lat temu było jeszcze łyse pole i który kupił deweloper, żeby zaproponować naiwnym miejsce idealne.

Ja Ci zupełnie wierzę, że byś się nie zamienił na mieszkanie w mieście, bo się przyzwyczaiłeś - tak, jak ja bym się nie zamienił na dom na wsi. Ale sprowadzająca się zewsząd swołocz będzie Ci pewnie z czasem przeszkadzać :) .
Proszę pospieszyć z przesiadaniem.

Awatar użytkownika
Nathi
Księżniczka
Księżniczka
Posty: 29935
Rejestracja: 12.12.2013 19:37:52
Lokalizacja: Zamek króla.

Postautor: Nathi » 01.03.2014 23:21:58

regysky stara.

Parę lat temu chcieli nas wciągnąć do Bydgoszczy jako nową dzielnicę, ale radni się nie zgodzili, bo gmina dobrze prosperuje i przy połączeniu z miastem by więcej straciła niż zyskała.
Ale pewnie za 10 lat wrócą do tego tematu.

Awatar użytkownika
regysky
Administrator
Administrator
Posty: 16264
Rejestracja: 26.05.2006 11:05:47
Lokalizacja: Kraków Główny Osobowy

Postautor: regysky » 02.03.2014 00:14:14

To też jest problematyczne. W ościennych gminach budują się osiedla domków. Mieszkańcy tam płacą podatki. Gmina się cieszy. Mniej cieszy się miasto, z którego infrastruktury tak samo Ci mieszkańcy korzystają, a do interesu się już nie dokładają.
Polish priest blessing “an important road” in the Radom county. Dąbrówka Połężna, 2012.

Awatar użytkownika
kaylan
starszy gejowy
starszy gejowy
Posty: 3289
Rejestracja: 29.10.2013 22:43:39
Lokalizacja: Krk

Postautor: kaylan » 02.03.2014 13:37:36

No właśnie. Domu nie przeniosą ze sobą w nowe miejsce, a przeprowadzka w przypadku posiadania własnego M nie jest taka szybka, jak wtedy, kiedy się wynajmuje. Nie wszyscy mają ten komfort, że mogą w ofertach pracy wybierać i dobrać sobie tę pracę, do której mają najbliżej. A o wyborze miejsca do mieszkania decydują też inne względy, niż bliskość do pracy.


Część wynajmuje, część nie. Dla mnie interesujące jest jak rynek mieszkaniowy np w USA jest mobilny mój wujek mieszkając w jednym mieście 5 razy zmieniał dom bo znajdował prace w innej dzielnicy bądź zmieniała się ilość domowników(mimo obciążeń hipoteką) i podobno to częste zjawisko, bo załóżmy że masz 1h do pracy to ci daje 10h na tydzień przy 5 dniowym czyli ponad dniówkę, koszmar.

Natomiast drogi mpp zwróciłeś uwagę na ciekawą perspektywę jednostki administracyjnej zastanowiło mnie to trochę:
1. znowu mnie ciekawi jak w przytoczonych przeze mnie przykładach z zachodniej europy to rozwiązano (tam jest dobre połączenie transportowe wspierane przez miasto)
2. znowu wracamy do dyskusji o planowaniu przestrzennym w którym się chyba zgadzaliśmy(o ile mnie pamięć nie myli :P ) co do zasadności, stabilności i podatności na nadużycia takowego, pytanie czy to niewykonalne czy trudne i trzeba mechanizmy zmienić by działało dobrze.
3. Cześć osób twierdzi że takie takie rozproszenie, większy kontakt z naturą i bardziej zindywidualizowana przestrzeń są odrobinę lepsze dla środowiska a na pewno dużo lepsze dla psychiki i ułatwiają dbanie o porządek publiczny, pytanie o ile musi być droższa infrastruktura i czy całościowe korzyści równoważą całościowe koszty. Zawszę można prowadzić różnorodna politykę i pozwolić sobie na małe eksperymenty a nuż odkryjemy coś co znacznie zwiększy użyteczność, dając równocześnie ludziom prawo wyboru.
4. nie jestem pewien ale jakiś czas temu czytałem artykuł z którego wynikało że kiepsko zaprojektowane osiedla pochłaniają paradoksalnie więcej przestrzeni, niż rozproszona zabudowa(widać to w niektórych miejscach w krk) wydaje mi się że w Polsce mamy również problem z projektowaniem osiedli i szerzej lokalizacji osiedli w ramach miasta.

i tak btw, proszę modów o wydzielenie tematu urbanizacyjnego bo oberwie się nam etykietką bezczelnych baronów offtopu :P
żeby uniknąć oskarżeń o hipokryzje 8) napisze że byłem w Łodzi przejazdem i była szara i brzydka, ale myślę że stara XIX zabudowa przemysłowa odpowiednio odnowiona i wkomponowana w nowoczesne i spójne stylem budynki daje jej ogromna szanse na niezwykły klimat.
Rewitalizacja przemysłowych lub portowych dzielnic w Hamburgu, Londynie lub wielu innych miejscach była udana i na nowo ożywiła te dzielnice.

Awatar użytkownika
Hebius
jaszczomp
jaszczomp
Posty: 35756
Rejestracja: 04.05.2004 14:26:51
Lokalizacja: Kętrzyn

Postautor: Hebius » 02.03.2014 15:32:56

Załatwione.
    Hej! hej! mołodyciu ty hoża,
    Luli, luli, piękna królewno!
    Przyjdzie hrabia bogaty zza morza, hej!
    Utuli, utuli, na pewno, hej!

Awatar użytkownika
CryBoy
gejlord
gejlord
Posty: 6432
Rejestracja: 28.05.2011 00:02:20
Lokalizacja: West End

Postautor: CryBoy » 02.03.2014 17:02:42

mpp pisze:Oczywiście problem byłby mniejszy, gdyby proces inwestycyjny budowania nowego osiedla zaczynał się od racjonalnego wyboru miejsca inwestycji (w pobliżu linii kolejowej), uzgodnienia z władzami gminy (oraz zarządcą linii kolejowej) projektu w celu odpowiedniego ułożenia układu komunikacyjnego i możliwości zaplanowania tam placówek użyteczności publicznej, jak przychodnie, przedszkola, szkoły, poczta, sklepy, zieleńce itp.

Jako jeden z niewielu chyba pozytywnych przykładów przychodzi mi na myśl Poznań i jego dwie podmiejskie gminy czyli Komorniki i Dopiewo.
W obu tych gminach powstały olbrzymie kompleksy mieszkaniowe w Plewiskach i w Palędziu. Jednak oba zlokalizowano tuż przy linii kolejowej w kierunku Berlina. W przypadku Plewisk wystarczyło "martwy" do tej pory przystanek kolejowy Poznań - Junikowo przenieść o jakieś 2 km w kierunku zachodnim i po kłopocie.
W Palędziu było jeszcze prościej. Cała wieś leży bowiem po południowej stronie torów kolejowych. Osiedla powstały po północnej. Przystanek kolejowy na miejscu.
Pomiędzy piątą a ósmą rano jest 6 połączeń do Poznania. Przejazd do dworca głównego trwa wg rozkładu 8 minut :P
Nie bez znaczenia będzie też fakt, że połączenia w tym kierunku obsługują niskopodłogowe szynobusy. Rower czy wózek z dzieckiem nie jest więc żadnym problemem.
Po południu pociągi kursują średnio co 45 minut. Ostatni odjeżdża o 22.40. Trochę wcześnie - to fakt.

kaylan pisze:Dla mnie interesujące jest jak rynek mieszkaniowy np w USA jest mobilny mój wujek mieszkając w jednym mieście 5 razy zmieniał dom bo znajdował prace w innej dzielnicy bądź zmieniała się ilość domowników(mimo obciążeń hipoteką) i podobno to częste zjawisko, bo załóżmy że masz 1h do pracy to ci daje 10h na tydzień przy 5 dniowym czyli ponad dniówkę, koszmar.

Pytanie tylko, jaką część pensji stanowią w USA koszta wynajmu mieszkania i jaka jest ich dostępność. W sytuacji, kiedy na najpodlejszą nawet kawalerkę musiałbym wydać grubo ponad połowę moich poborów to jednak wolę odżałować te 45 minut jazdy w jedną stronę przynajmniej dopóki koszta dojazdu nie przekroczą 20% mojej pensji (no i oczywiście dopóki można te kwoty wrzucić w koszta uzyskania przychodu :P)
Obrazek

Awatar użytkownika
kaylan
starszy gejowy
starszy gejowy
Posty: 3289
Rejestracja: 29.10.2013 22:43:39
Lokalizacja: Krk

Postautor: kaylan » 02.03.2014 17:07:38

no ale obecnie mieszkasz z rodzicami ?
bo najczęściej to zamiana jednego czynszu na inny,(czy tam tranzakcie kredytowo-hipoteczne)

Awatar użytkownika
Palpatine
Argent Crusader
Argent Crusader
Posty: 21108
Rejestracja: 26.08.2005 21:01:06
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Palpatine » 02.03.2014 17:08:00

Przyłączam się do suburbiosceptyków.
"domek na przedmieściach" to fajne rozwiązanie dla pewnego bardzo określonego typu ludzi na określonym etapie ich drogi życiowej - w skrócie młode małżeństwo/konkubinat z małymi dziećmi i jedną z osób na macierzyńskim/ojcowskim/wychowawczym oraz drugą zarabiającą :)
Niestety ten model szybko się wypala kiedy dzieci są coraz starsze i wpadają w obowiązek edukacyjny, że nie wspomnę o ich potrzebach towarzyskich, niekoniecznie zaspokajanych w gronie lokalnym.

Moja ciotka przed siedemdziesiątką pobudowała się za Warszawą i teraz mieszka z mężem w ogromnym domu, który coraz trudniej jej oporządzać. Oczywiście ma to pewne plusy, chociażby ową "przyrodę" za oknem (to niekoniecznie tak wygląda na podmiejskich osiedlach, gdzie przyrody tyle co u mnie za balkonem), ale myślę, że żałuje. I gdyby miała jeszcze raz podjąć decyzję, to by sobie pewnie kupiła wygodne mieszkanie jakimś bardziej zacisznym kawałku centrum (są takie, naprawdę).

Ja na pewno nie chciałbym mieszkać za miastem, za bardzo lubię miasto i wszystkie jego atrakcje, a do miejskich minusów jestem przyzwyczajony :)

Awatar użytkownika
regysky
Administrator
Administrator
Posty: 16264
Rejestracja: 26.05.2006 11:05:47
Lokalizacja: Kraków Główny Osobowy

Postautor: regysky » 02.03.2014 17:17:35

Tu jeszcze dochodzi problem planowania i samej przestrzeni miejskiej, bo ona też powinna dawać oddech mieszkańcom (tereny zielone, ochrona przed hałasem, równowaga funkcji itd.) Pod tym względem nowe osiedla nie odbiegają specjalnie od nowych przedmieść, niekontrolowanej zabudowy, upakowania ludzi bez oceny możliwości ich obsługi (a częściej posiadania tej świadomości na zasadzie - my się dorabiamy, a sektor publiczny niech się martwi). Podobnie jest z rozbudową przedmieść, choć tam skala środek ciężkości problemów jest nieco przesunięty.

Tu przykład z powstającego osiedla w Krakowie:

http://aviaczyzyny.krakow.pl/index.php/avia-za-i-przeciw
Polish priest blessing “an important road” in the Radom county. Dąbrówka Połężna, 2012.


Wróć do „1.2. Światopogląd”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość