Czy zakochani są nudni?

Dyskusje o najbardziej nieracjonalnej z namiętności.
Awatar użytkownika
Palpatine
Argent Crusader
Argent Crusader
Posty: 21127
Rejestracja: 26.08.2005 21:01:06
Lokalizacja: Warszawa

Czy zakochani są nudni?

Postautor: Palpatine » 05.11.2010 23:04:25

Temat może ma dość prowokacyjną nazwę, ale chodzi mi po glowie już od jakiegoś czasu.

Generalnie kojarzymy stan zakochania z czymś pozytywnym: kto był zakochany, ten wie, jak sympatyczne uczucia i odczucia temu stanowi towarzyszą. Zakochanie sprawia, że człowiek się zmienia.
No wlaśnie, w jaki sposób? Instynktowna odpowiedź jest taka, że na lepsze.
Mnie jednak interesuje druga strona medalu i Wasze opinie z tym związane.
U zakochanych znajomych obserwuję często daleko idącą rekonstrukcję osobowości, która sprawia, że taka osoba staje się kimś innym, często kimś dużo mniej interesującym:
- osoba kiedyś potrafiąca rozmawiać o wielu różnych sprawach, mająca swoje pasje, nagle jest w stanie mówić tylko o ukochanym/ej
- osoba kiedyś twardo stąpająca po ziemii nagle się infantylizuje (co się objawia słownictwem - ciągłym używaniem "misiaczków", "słoneczek" itp na określenie partnera)
- osobie takiej bardzo zmniejsza się ilość czasu wolnego, choć to akurat całkowicie rozumiem.

Pewnie jeszcze kilka elementów można by wskazać.
Generalnie sytuacja przypomina trochę obraz kobiet w ciąży/świeżo po urodzeniu dziecka (zwłąszcza pierwszego)

Jak sobie radzicie z takimi ludźmi? Przyjmujecie z dobrodziejstwem inwentarza, ograniczacie kontakt, zrywacie kontakt, próbujecie rozmawiać?
A może nie widzicie w tym żadnego problemu, i tylko ja się czepiam? (to też możliwe) :P
Chętnie się zapoznam z różnymi głosami, a może ktoś ma jakieś ciekawe przykłady takich zmian zachowania?

Kaworu

Postautor: Kaworu » 05.11.2010 23:09:10

Wiesz, to normalne, że jak jesteś zakochany, to mówisz i myślisz tylko o jednej osobie (Kubuś :-D ), ale nie sprawia to, że tracisz swoje zainteresowania, po prostu jesteś pochłonięty więzią z innym człowiekiem. Jest to jednak stan bardzo dobry i nie powinieneś w żaden sposób mieć do takich ludzi pretensji (nie twierdzę, że masz, tak mi się napisało, nie wiedziałem, jak to inaczej ująć). Miłość romantyczna ma to do siebie, że nie jest wieczna i prędzej lub później przemija i działanie "naturalnych narkotyków" kończy się ;-) To tak jak z szczeniaczkiem, jeśli dasz go jakiejś kobiecie, to pewnie przez miesiąc będzie mówić tylko o nim, ale jak przywyknie do tej sytuacji i jej się ona trochę przeje, to wróci do stanu wyjściowego :P

Heh, porównanie słodkie, ale chyba troszkę niewłaściwe... :lol:

Awatar użytkownika
Palpatine
Argent Crusader
Argent Crusader
Posty: 21127
Rejestracja: 26.08.2005 21:01:06
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: Palpatine » 05.11.2010 23:11:50

ja wiem, że to jest normalne.
Wiem, że to jest bardzo poważna sprawa w życiu takiej osoby i że to musi zaowocować zmianą zachowania, co samo w sobie nie jest niczym złym.
Tylko straszne jest, że niektórzy tak kompletnie się przemodelowują, że nic nie zostaje z ich dawnych postaci.
Nigri do tablicy: weź wyjaśnij jak to jest i jak sobie z tym radzić :P

Kaworu

Postautor: Kaworu » 05.11.2010 23:17:28

Eh, też mógłbym coś powiedzieć :P Jakbym się znał na hormonach i neurobiologii... xD

Zasadniczo skłaniam się jednak do interpretacji biochemicznej i neurologicznej ;-)

Regis

Postautor: Regis » 05.11.2010 23:19:21

Ja się niestety zgodzie z z tematem wątku.
Mnie jeszcze nie rypło, by się zakochać, ale jak widzę co odpieprza moja siostra ze swoim chłopakiem ( te kizi mizi, motyle, kwiatki i normalnie ave maria) to mnie szlag jasny trafia.
Nudne, mdłe, nijakie ... a co gorsza jestem zmuszona być uczestniczką takich ich przytulasków.

Kaworu

Postautor: Kaworu » 05.11.2010 23:29:15

Uczestniczką? :D Zmuszona? :D Ja bym na Twoim miejscu piał z zachwytu :lol:

Awatar użytkownika
Elfriede
młodszy gejowy
młodszy gejowy
Posty: 2113
Rejestracja: 07.01.2010 00:17:58

Postautor: Elfriede » 05.11.2010 23:36:35

Cóż, mnie osobiście, za sprawą przebytych doświadczeń, zakochanie nie kojarzy się dobrze. Jak dotąd wszystkie moje zakochania to miłości nieodwzajemnione, niewypowiedziane nawet (ich obiekty nigdy się o nich nie dowiedziały/nie dowiedzą). Bez względu na to ile czasu upłynęło od ostatniego spotkania z ową nieodwzajemnioną miłością pozostaje po niej coś znacznie gorszego niż uczucia wywoływane przez samo zakochanie – ten obraz pod zamkniętymi powiekami każący doszukiwać się w każdej innej cech tamtej (a z wyidealizowanym różowymi okularami zakochania obrazem mało, która osoba z krwi kości ma szansę rywalizować). Za każdym razem obiecuję sobie, że nigdy więcej nie pozwolę na rozwinięcie się uczuciu bez szans a później włóczę się po miejscach gdzie spodziewam się spotkać obiekt zakochania (a nieraz są to bardzo odmienne od moich codziennych tras) by móc, choć na chwilę na nią spojrzeć. To jest głupie, bezsensowne i żałosne, kiedy to oceniam na trzeźwo. I te natrętne myśli skojarzenia, kolor, zapach kojarzący się z nią przywołujący natrętne wspomnienia, obrazy. Na szczęście dalej idącej "rekonstrukcji osobowości" u siebie nie obserwuję :P i już chyba wolałaby nigdy nie zakochać się z wzajemnością niż zdrabniać czułe słówka (nie cierpię tego) i, ogólnie, zachowywać się, w mojej ocenie, żałośnie.

Regis

Postautor: Regis » 05.11.2010 23:37:00

A co tu jest do piania w gapieniu się na ich macanki ... mnie to nawet nie podnieca... mnie bardziej rusza marsz pogrzebowy niż widok zakochanych.

Kaworu

Postautor: Kaworu » 05.11.2010 23:41:22

Regis :lol: Wiesz, jak można zinterpretować ostatnie zdanie? :lol:

A na serio, jak jakieś macanki Ci przeszkadzają, to odwróć wzrok i pójdź gdzieś indziej ;-)

Believe

Postautor: Believe » 05.11.2010 23:42:36

Jeśli to są zakochani to ok ;)
Ładnie to wygląda.
Jeśli pozerzy - to dla mnie nie do przetrawienia.

Ostatnio zalałem się w trupa ze znajomymi w plenerze i szliśmy po dodatkowe alko i stała para - 50 latków, trzymali się za ręce, patrzyli w gwiazdy.
To głupie, ale podszedłem do nich i będąc po alku wyrąbałem "super wyglądacie, to mi się podoba". Gościu, przytulił tą uradowaną kobietkę, puścił oko i to było tak szczere, tak ujmujące, że naprawdę aż się milej na sercu zrobiło.
Moja kumpela jak ma faceta, gada o nim bez przerwy.
Nie zważa na to, że ma się zamknąć.
Wtedy zwyczajnie biorę wolne od jej towarzystwa :wink:
Ostatnio zmieniony 05.11.2010 23:44:29 przez Believe, łącznie zmieniany 1 raz.

Regis

Postautor: Regis » 05.11.2010 23:44:06

Kaworu jestem ciekawa twej interpretacji.

Awatar użytkownika
grigri
młodszy forumowy
młodszy forumowy
Posty: 149
Rejestracja: 05.10.2010 00:41:50
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: grigri » 05.11.2010 23:44:15

Z tego co obserwuję wśród swoich znajomych, to zależy bardzo od charakteru osoby. Zdecydowana większość z nich nie przejawia objawów wymienionych przez Palpatine. Fakt, że trochę częściej przewijają się tematy związane z tą drugą osobą, ale biorąc pod uwagę zerowy udział takich tematów wcześniej, to wzrost jest nieunikniony. :wink: Nie wiem, może mam po prostu szczęście do takich ludzi, ale w moim otoczeniu jest to raczej regułą, od której oczywiście zdarzają się wyjątki, ale raczej sporadycznie. :)

Jedynym faktycznie występującym objawem jest zmniejszenie ilości czasu wolnego, ale to raczej normalne :wink:

Awatar użytkownika
Rufus_Geta
gejowy
gejowy
Posty: 2709
Rejestracja: 03.11.2010 17:24:45
Lokalizacja: Wielka Rufusja

Postautor: Rufus_Geta » 05.11.2010 23:50:49

W moim związku nastąpiło ostatnio ożywienie emocji z początku znajomości. Uwielbiam ten stan i szczerze go wszystkim polecam. :buja: Po prostu więcej myśli o Scylredim, więcej wyobrażeń, maksymalna potrzeba bliskości i intymności, z lekka euforyzujące poczucie szczęścia związane ze wzajemnością. Poza tym wszystko jak dawniej, związek stał się tylko podkręcony neurochemicznie. :-D

Awatar użytkownika
prozac
gejowy
gejowy
Posty: 2681
Rejestracja: 06.03.2010 21:55:51

Postautor: prozac » 06.11.2010 00:12:56

Z cyklu "naukowcy z Wielkiej Brytanii odkryli" (a dokładnie badania opublikowane przez Oxford University): Związek kosztuje nas utratę dwóch z pięciu najbliższych przyjaciół.
Sex was really easy...
Love was the hard thing to find even if it was right there in front of you...
How could you see it with all this sex in the way?

nigrivon

Postautor: nigrivon » 06.11.2010 00:17:10

Palp, ja nie wiem za bardzo o co Ci chodzi :P Wiadomo, że każda nagła zmiana to rewolucja, w tym zakochanie. Pojawia się dość nagle nowa osoba, która zajmuje sobą masę miejsca w głowie zakochanego. Infantylizacja - cóż, jeśli ktoś nie ma doświadczenia w miłości, zakochaniu i w dodatku jeszcze jego powaga jest bardziej mechanizmem obronnym niż świadomym wyborem, to zerwanie tamy uczuć może obserwujących mocno zaskoczyć.

Silne emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne, rządzą naszą uwagą i naszym myśleniem. Tak jak u osób, które doznały szoku, myśli wciąż krążą wokół traumatycznego wydarzenia, tak samo u zakochanych - choć tym razem obiektu uwagi traumatycznym nazwać nie można :) No, chyba, że nieszczęśliwie zakochanych.

Kaworu

Postautor: Kaworu » 06.11.2010 00:24:43

Prozac, możesz podać jakiegoś linka? Z radością bym poczytał.

W sumie... gdy mój były rzucił mnie dla swojej "kobiecej i dojrzałej" dziewczyny :lol: to utraciłem kontakty zarówno z nim, jak i z drugim kumplem, więc może coś w tym jest :lol: Ale to nie była typowa sytuacja... xD

Kaworu jestem ciekawa twej interpretacji.


Nie proś bo się doprosisz Regis :P

Maikeru

Postautor: Maikeru » 06.11.2010 00:26:22

prozac pisze:Z cyklu "naukowcy z Wielkiej Brytanii odkryli" (a dokładnie badania opublikowane przez Oxford University): Związek kosztuje nas utratę dwóch z pięciu najbliższych przyjaciół.


Wcześniej jednak trzeba mieć w ogóle jakiś przyjaciół. Lub ogólnie wierzyć w przyjaźń.



Co do tematu.

Palpatine pisze:[...]

Generalnie kojarzymy stan zakochania z czymś pozytywnym: kto był zakochany, ten wie, jak sympatyczne uczucia i odczucia temu stanowi towarzyszą. Zakochanie sprawia, że człowiek się zmienia.
No wlaśnie, w jaki sposób? Instynktowna odpowiedź jest taka, że na lepsze.
[...]
U zakochanych znajomych obserwuję często daleko idącą rekonstrukcję osobowości, która sprawia, że taka osoba staje się kimś innym, często kimś dużo mniej interesującym:
- osoba kiedyś potrafiąca rozmawiać o wielu różnych sprawach, mająca swoje pasje, nagle jest w stanie mówić tylko o ukochanym/ej


Wśród wszystkich swoich znajomych, których znałem przed i po zakochaniu nie odnotowałem jakoś tego, że są w stanie rozmawiać tylko o ukochanym/ej. Owszem, częściej o nich wspominali, coś o nich opowiadali, ale uznałem to za całkiem normalne - radość z faktu, że z kimś są. Sam tak mam. Owszem nie ograniczam się do mówienia tylko o tej drugiej osobie ;)

Palpatine pisze:- osoba kiedyś twardo stąpająca po ziemii nagle się infantylizuje (co się objawia słownictwem - ciągłym używaniem "misiaczków", "słoneczek" itp na określenie partnera)


Ale można chyba się infantylizować i nadal twardo stąpać po ziemi? "Misiaczkowanie", "Koteczkowanie" jest w moim odczuciu przyjemne. Oczywiście mam na myśli robienie tego przy swojej połówce, bo jakoś przy znajomych dziwnie bym się czuł mówiąc np. "A mój Kotek wczoraj..." albo "Byłem ze swoim Skarbem...".


Palpatine pisze:[...]
Jak sobie radzicie z takimi ludźmi? Przyjmujecie z dobrodziejstwem inwentarza, ograniczacie kontakt, zrywacie kontakt, próbujecie rozmawiać?
A może nie widzicie w tym żadnego problemu, i tylko ja się czepiam? (to też możliwe) :P
Chętnie się zapoznam z różnymi głosami, a może ktoś ma jakieś ciekawe przykłady takich zmian zachowania?


Przyjmuję ich zachowania takie, jakie są. Nawet jeżeli przez miłość się trochę zmieniają. Jako iż nie miałem do czynienia z osobą, którą można by opisać Twoimi spostrzeżeniami (np. która nie potrafi mówić o niczym innym tylko o swoim ukochanym/o swojej ukochanej itd,), to ciężko mi stwierdzić, co zrobiłbym w takim przypadku :)

Awatar użytkownika
Rufus_Geta
gejowy
gejowy
Posty: 2709
Rejestracja: 03.11.2010 17:24:45
Lokalizacja: Wielka Rufusja

Postautor: Rufus_Geta » 06.11.2010 00:27:18

Niekoniecznie musi to dotyczyć nowej osoby. W trwałym związku też można przywrócić stan pierwotnego zakochania. Potrzeba to tego odrobiny alchemii ;-), ale natura zjawiska jest jak najbardziej biochemiczna. :-D

Kaworu

Postautor: Kaworu » 06.11.2010 00:32:42

Wziąłbyś się odczepił od tej biochemii :P Mam prawa autorskie :lol:

Awatar użytkownika
Rufus_Geta
gejowy
gejowy
Posty: 2709
Rejestracja: 03.11.2010 17:24:45
Lokalizacja: Wielka Rufusja

Postautor: Rufus_Geta » 06.11.2010 00:45:16

Konkretnie jest to neurochemia: peptydy opioidowe, noradrenalina, dopamina, serotonina. :)


Wróć do „2.1. Miłość”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości